Pod każdym tym takim będę się podpisywać "~Thalia". Teraz właśnie zamieszczę pierwszy wpis na bloga i zdjęcie. Miłego czytania ~Thalia. :-)
______________________________________________________
Rozdział pierwszy - " Pierwszy dzień obozu uważam za udany"
W
końcu!. Nadszedł ten dzień - OBÓZ. Nie mogłem się doczekać
tego lata od bardzo dawna. Pewnie to dla tego, że Annabeth była
moją dziewczyną.
W roku szkolnym zbyt wiele razy się nie widzieliśmy ( tak gdzieś około 30-40 ).
Ann cały czas mieszkała z ojcem w San Francisco, a w weekendy przyjeżdżała do matki, aby pracować jako nadworny architekt na Olimpie.
Mieliśmy spotkać się w obozie, ale ja tym razem byłem pierwszy. Ona oczywiście o tym nie wiedziała, a ja postanowiłem zrobić jej niespodziankę. Wiązałem co do niej pewne plany. ^^
Na tarasie mojego domku rozłożyłem świeczki i przygotowałem kolację ( poprosiłem o pomoc nimfy i driady ).
Pobiegłem do domku Ateny, by zostawić na łóżku mojej ukochanej karteczkę z prośba o spotkanie. Napisałem jej:
Hej skarbie!
Spotkajmy się godzinę po twoim przybyciu u mnie w domku.
Kocham Cię.
Twój Percy.
Poszedłem do swojego domku, by przyszykować się do randki. Z plecaka wyjąłem małe czerwone pudełeczko. Domyślacie się chyba co to jest?
Otóż przed końcem roku szkolnego razem z Paulem, Posejdonem i moją matką wybraliśmy się do najlepszego jubilera na całym Manhattanie, by wybrać pierścionek dla Ann. Założyłem na siebie dżinsy, biały T- shirt i zieloną koszulę w kratę, którą wybrała Annabeth, jak byliśmy razem na zakupach. Usiadłem na łóżku i czekałem, czekałem i czekałem.
Usłyszałem dźwięk silnika więc wyjrzałem sprawdzić czy to ona. Tak. Wyglądała wprost pięknie, miała na sobie niebieską sukienkę ( mój ulubiony kolor ).
No tak ona mnie przecież nie może zobaczyć. Schowałem się z powrotem do domku Posejdona i zacząłem szukać pierścionka, bo z tego całego pośpiechu nie wiedziałem gdzie go położyłem. Znalazłem je dopiero po chwili.
Usiadłem na fotelu kiedy nagle wleciała Annabeth rzucając mi się na szyję.
- Percy!
- Kocham cię Ann. - po tych słowach pocałowałem ją.
- Okłamałeś mnie. Mówiłeś, że będziesz dopiero jutro.
- Chciałem ci zrobić niespodziankę. Zamknij oczy!
- Nie!
- No zamknij!
Złapałem ją za rękę i zaprowadziłem na taras.
- Otwórz.
Widać było ocean, w którym odbijały się płomienie świec. W oczach Annabeth widziałem łzy. Przytuliła mnie i pocałowała.
- Dziękuje Percy.
Zjedliśmy kolację i siedzieliśmy wtuleni w siebie.
Postanowiłem działać. Wstałem i klęknąłem przed moją dziewczyną.
- Percy! Co ty wyprawiasz?
- Annabeth, kocham cię całym sercem. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Czy zgodzisz się zostać moją żoną i sprawić mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie? - Te gadkę ćwiczyłem wiele razy z Rachel, bo nie chciałem wyjść na głupka.
- Percy... Tak! Oczywiście, że tak! Kocham Cię!- Założyłem pierścionek na jej palec, a obok Nas z nieba wyleciały małe ludziki i zrobiły nam zdjęcie, ale nie aparatem, lecz kawałkiem księżyca. Po chwili na niebie było czarno białe zdjęcie przedstawiające mnie i Ann tulących się do siebie. Widać było pierścionek, który był złoto srebrny z szafirami.
Stałem obejmując narzeczoną i patrząc jej w te piękne szare oczy. Nie mogłem się powstrzymać i zacząłem ja całować.
- Idziemy się przejść?
- Tak. Chodźmy.
Wyszliśmy, ale ku mojemu zdziwieniu nikt nie trenował. Wpatrywali się w niebo, a gdy Nas dostrzegli zaczęli bić brawa.
Podeszli do nas i gratulowali. Pan D. i Chejron także przyszli i poprosili nas na słówko.
- No dzieciaki... Gratuluję Wam, ale pamiętajcie, że zły siły teraz będą Was próbowały rozdzielić.
- Co jakie złe siły.
- Percy, Annabeth ... To znaczy Pery i Annie Bell.
- Ha zna pan nasze imiona. Pan tylko udawał.
- Mniejsza z tym. Chodzi o to, że rok temu zabiliście Kronosa, ale to jeszcze nie koniec.
- Kto tym razem?
- Na początku był Chaos, potem światem władali Uranos i Gaja, rodzice Kronosa. Są wściekli, że zabiliście ich syna.
- Tak, ale z tego co wiem, to Gaja śpi, a Uranos... On się już pozbierał.
- Tak, ale podświadomość Gaji nadal funkcjonuje i planuje.
- Oni są w Tartarze. Nic nam nie zrobią.
- Armia Luke'a nie zniknęła. Na pewno będzie chciała pomścić Kronosa i będzie walczyć dla Uranosa i Gai.
- Dziękujemy za informacje.
- Idźcie już za niedługo ognisko rozpoczynające obóz.
Przechadzaliśmy się po polach truskawek, kiedy dostrzegłem swojego przyjaciela kozłonoga.
- Grover! Gdzie ty się podziewałeś. Szukałem Cię już wszędzie.
- Sorry Kalina. Wiesz jak jest.
- Wiem.
- No, poza tym co nie co słyszałem i gratuluję Ci stary.
- Dzięki.
- Ja lecę. Do zobaczenia na ognisku.
Przechadzaliśmy się tak jeszcze przez jakiś czas, kiedy zabrzmiał dźwięk konchy i poszliśmy na ognisko.
Odprowadziłem Annabeth do reszty jej rodzeństwa i posiadłem usiąść przy swojej ławce.
- Witajcie herosi w nowym roku na obozie. Na początek kilka ogłoszeń. Gratuluję Percy'emu i Annabeth zaręczyn. Wprowadzam apele obozowe, które będą się odbywały codziennie. Wybrałem czwórkę najlepszych herosów, którzy podczas apelów będą siedzieć w specjalnym miejscu.
Są to: Percy, Annabeth, Thalia i Nico.
To tyle.
Siedzieliśmy na ognisku śpiewając piosenki i piekąc pianki. Miałem ochotę wyrwać się stąd z Annabeth, więc złapałem ją za rękę i pociągnąłem nad jezioro.
- Popływamy kajakami? - zapytałem.
- Możemy, tylko tym razem nie chcę zostać wywalona do góry nogami. Chodź ten pocałunek był naprawdę cudowny.
Wypłynęliśmy na sam środek jeziora. Przyciągnąłem Ann do siebie i pocałowałem ją delikatnie. Po chwili ona zaczęła żałować mnie bardziej namiętnie. Podobało mi się to.
- Jeszcze nigdy tak mnie nie całowałaś.
- Wiem o tym. Ale teraz zasłużyłeś sobie.
Chciałem, by 18 sierpnia rok temu powrócił, więc stworzyłem fale, która wywaliła nas do jeziora. Wszystko było tak jak wtedy.
Zanim się obejrzeliśmy byliśmy pod zamkiem mojego ojca w Atlantyku.
- Schowaj się ! - krzyknąłem, gdy zobaczyłem swojego przyrodniego brata Trytona.
- Nie ukrywajcie się herosi.
Wyszliśmy i wtedy zobaczyłem jego minę. Był taki jakby smutny.
- Co się stało?
- Myślę, że zasługujesz na prawdę, więc Ci powiem. Otóż moi rodzice chcą się rozwieść.
- To oni tak mogą?
- Sądzę, że tak. Myślę tez, że powinniście już iść. Szukają Was.
Miał rację. Długo Nas nie było. Stworzyłem wielką falę i znaleźliśmy się w obozie.
- Gdzie wy byliście? - zapytał Chejron.
- Powiedzmy, że odwiedziłem brata.
- Idźcie spać. Jutro bitwa o sztandar.
Odprowadziłem Ann do jej domku, pocałowałem i poszedłem w strone swojego.
W roku szkolnym zbyt wiele razy się nie widzieliśmy ( tak gdzieś około 30-40 ).
Ann cały czas mieszkała z ojcem w San Francisco, a w weekendy przyjeżdżała do matki, aby pracować jako nadworny architekt na Olimpie.
Mieliśmy spotkać się w obozie, ale ja tym razem byłem pierwszy. Ona oczywiście o tym nie wiedziała, a ja postanowiłem zrobić jej niespodziankę. Wiązałem co do niej pewne plany. ^^
Na tarasie mojego domku rozłożyłem świeczki i przygotowałem kolację ( poprosiłem o pomoc nimfy i driady ).
Pobiegłem do domku Ateny, by zostawić na łóżku mojej ukochanej karteczkę z prośba o spotkanie. Napisałem jej:
Hej skarbie!
Spotkajmy się godzinę po twoim przybyciu u mnie w domku.
Kocham Cię.
Twój Percy.
Poszedłem do swojego domku, by przyszykować się do randki. Z plecaka wyjąłem małe czerwone pudełeczko. Domyślacie się chyba co to jest?
Otóż przed końcem roku szkolnego razem z Paulem, Posejdonem i moją matką wybraliśmy się do najlepszego jubilera na całym Manhattanie, by wybrać pierścionek dla Ann. Założyłem na siebie dżinsy, biały T- shirt i zieloną koszulę w kratę, którą wybrała Annabeth, jak byliśmy razem na zakupach. Usiadłem na łóżku i czekałem, czekałem i czekałem.
Usłyszałem dźwięk silnika więc wyjrzałem sprawdzić czy to ona. Tak. Wyglądała wprost pięknie, miała na sobie niebieską sukienkę ( mój ulubiony kolor ).
No tak ona mnie przecież nie może zobaczyć. Schowałem się z powrotem do domku Posejdona i zacząłem szukać pierścionka, bo z tego całego pośpiechu nie wiedziałem gdzie go położyłem. Znalazłem je dopiero po chwili.
Usiadłem na fotelu kiedy nagle wleciała Annabeth rzucając mi się na szyję.
- Percy!
- Kocham cię Ann. - po tych słowach pocałowałem ją.
- Okłamałeś mnie. Mówiłeś, że będziesz dopiero jutro.
- Chciałem ci zrobić niespodziankę. Zamknij oczy!
- Nie!
- No zamknij!
Złapałem ją za rękę i zaprowadziłem na taras.
- Otwórz.
Widać było ocean, w którym odbijały się płomienie świec. W oczach Annabeth widziałem łzy. Przytuliła mnie i pocałowała.
- Dziękuje Percy.
Zjedliśmy kolację i siedzieliśmy wtuleni w siebie.
Postanowiłem działać. Wstałem i klęknąłem przed moją dziewczyną.
- Percy! Co ty wyprawiasz?
- Annabeth, kocham cię całym sercem. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Czy zgodzisz się zostać moją żoną i sprawić mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie? - Te gadkę ćwiczyłem wiele razy z Rachel, bo nie chciałem wyjść na głupka.
- Percy... Tak! Oczywiście, że tak! Kocham Cię!- Założyłem pierścionek na jej palec, a obok Nas z nieba wyleciały małe ludziki i zrobiły nam zdjęcie, ale nie aparatem, lecz kawałkiem księżyca. Po chwili na niebie było czarno białe zdjęcie przedstawiające mnie i Ann tulących się do siebie. Widać było pierścionek, który był złoto srebrny z szafirami.
Stałem obejmując narzeczoną i patrząc jej w te piękne szare oczy. Nie mogłem się powstrzymać i zacząłem ja całować.
- Idziemy się przejść?
- Tak. Chodźmy.
Wyszliśmy, ale ku mojemu zdziwieniu nikt nie trenował. Wpatrywali się w niebo, a gdy Nas dostrzegli zaczęli bić brawa.
Podeszli do nas i gratulowali. Pan D. i Chejron także przyszli i poprosili nas na słówko.
- No dzieciaki... Gratuluję Wam, ale pamiętajcie, że zły siły teraz będą Was próbowały rozdzielić.
- Co jakie złe siły.
- Percy, Annabeth ... To znaczy Pery i Annie Bell.
- Ha zna pan nasze imiona. Pan tylko udawał.
- Mniejsza z tym. Chodzi o to, że rok temu zabiliście Kronosa, ale to jeszcze nie koniec.
- Kto tym razem?
- Na początku był Chaos, potem światem władali Uranos i Gaja, rodzice Kronosa. Są wściekli, że zabiliście ich syna.
- Tak, ale z tego co wiem, to Gaja śpi, a Uranos... On się już pozbierał.
- Tak, ale podświadomość Gaji nadal funkcjonuje i planuje.
- Oni są w Tartarze. Nic nam nie zrobią.
- Armia Luke'a nie zniknęła. Na pewno będzie chciała pomścić Kronosa i będzie walczyć dla Uranosa i Gai.
- Dziękujemy za informacje.
- Idźcie już za niedługo ognisko rozpoczynające obóz.
Przechadzaliśmy się po polach truskawek, kiedy dostrzegłem swojego przyjaciela kozłonoga.
- Grover! Gdzie ty się podziewałeś. Szukałem Cię już wszędzie.
- Sorry Kalina. Wiesz jak jest.
- Wiem.
- No, poza tym co nie co słyszałem i gratuluję Ci stary.
- Dzięki.
- Ja lecę. Do zobaczenia na ognisku.
Przechadzaliśmy się tak jeszcze przez jakiś czas, kiedy zabrzmiał dźwięk konchy i poszliśmy na ognisko.
Odprowadziłem Annabeth do reszty jej rodzeństwa i posiadłem usiąść przy swojej ławce.
- Witajcie herosi w nowym roku na obozie. Na początek kilka ogłoszeń. Gratuluję Percy'emu i Annabeth zaręczyn. Wprowadzam apele obozowe, które będą się odbywały codziennie. Wybrałem czwórkę najlepszych herosów, którzy podczas apelów będą siedzieć w specjalnym miejscu.
Są to: Percy, Annabeth, Thalia i Nico.
To tyle.
Siedzieliśmy na ognisku śpiewając piosenki i piekąc pianki. Miałem ochotę wyrwać się stąd z Annabeth, więc złapałem ją za rękę i pociągnąłem nad jezioro.
- Popływamy kajakami? - zapytałem.
- Możemy, tylko tym razem nie chcę zostać wywalona do góry nogami. Chodź ten pocałunek był naprawdę cudowny.
Wypłynęliśmy na sam środek jeziora. Przyciągnąłem Ann do siebie i pocałowałem ją delikatnie. Po chwili ona zaczęła żałować mnie bardziej namiętnie. Podobało mi się to.
- Jeszcze nigdy tak mnie nie całowałaś.
- Wiem o tym. Ale teraz zasłużyłeś sobie.
Chciałem, by 18 sierpnia rok temu powrócił, więc stworzyłem fale, która wywaliła nas do jeziora. Wszystko było tak jak wtedy.
Zanim się obejrzeliśmy byliśmy pod zamkiem mojego ojca w Atlantyku.
- Schowaj się ! - krzyknąłem, gdy zobaczyłem swojego przyrodniego brata Trytona.
- Nie ukrywajcie się herosi.
Wyszliśmy i wtedy zobaczyłem jego minę. Był taki jakby smutny.
- Co się stało?
- Myślę, że zasługujesz na prawdę, więc Ci powiem. Otóż moi rodzice chcą się rozwieść.
- To oni tak mogą?
- Sądzę, że tak. Myślę tez, że powinniście już iść. Szukają Was.
Miał rację. Długo Nas nie było. Stworzyłem wielką falę i znaleźliśmy się w obozie.
- Gdzie wy byliście? - zapytał Chejron.
- Powiedzmy, że odwiedziłem brata.
- Idźcie spać. Jutro bitwa o sztandar.
Odprowadziłem Ann do jej domku, pocałowałem i poszedłem w strone swojego.
______________________________________
Dzięki za uwagę :-)
P.S. Pozdro dla wszystkich czytelników ze szkoły nr. 5 w wyszkowie.
JESTEŚCIE NAJLEPSI!!!!
Daję wam tutaj jeszcze pierścionek zaręczynowy Annabeth ~Thalia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz